- Mamo przyjedź proszę! - Dobra ale co się stało? - Rozmowa nie na telefon. Jak chciałam moja mama zjawiła się po 10 minutach. Zawsze miała dla mnie czas, nie tak jak Justin. Opowiedziałam jej wszystko, każdy szczegół. Ona wysłuchała mnie i mi poradziła. - Córeczko, nie możesz byc z takim facetem. On nie ma czasu na rodzinę. Dla niego tylko się liczą te jego beliebers. - Tak myślisz? A co jeśli go kocham?- kurwa ja go tak mocno kocham - Musisz o nim jak najszybciej zapomniec. A właśnie, czemu nie spotykasz się już z Vanessą? - Mamo... Po prostu ona się zmieniła. - To ty się zmieniłaś Madison. Przez tego śmiecia się zmieniłaś na gorsze. W tym momęcie Austin zaczął płakac. Zostawiłam mamę samą i poszłam do niego. Musiałam go przewinąc. Oh... Gdyby Justin tu był. Gdyby mi pomógł. * JUSTIN
Musiałem wrócić do siebie. Do mojego domu. Wchodząc tam zastałem Stellę. W sumie nie przeszkadzała mi jej obecnośc. Wręcz przeciwnie. Może wrócimy do siebie? Kto to wie... Skierowałem się do swojego pokoju. Nadal były tam zdjęcia, moje i Madison... Nie. Zdjąłem je i już było okej. Nie chce na razie o niej myślec. Spakowałem się i poszedłem spać. Rano wstałem o 6;30. Musiałem się pośpieszyć, żeby się nie spóźnić. * MADISON
Przewijając go przypomniałam sobie o Jusie. Nie mogę o nim zapomnieć. Nie wiem co mam zrobić, aby przestać o nim myśleć. Położyłam małego spać. Zasnął z uśmiechem na twarzy. Był tak strasznie podobny do Justina... Zeszłam na dół do mamy. - Już jestem. Austin zasnął.-powiedziałam - Dobrze. Może ja już pójdę? - Okej mamo. Trzymaj się. - No. Papa. Odprowadziłam ją do drzwi i poszłam spac. Śnił mi się Justin. Nasza pierwsza randka... Pierwszy pocałunek... Było to idealne, ale teraz tak nie mogło być. Wszystko musiało się rozwalic... Rano wstałam z bólem głowy. Wzięłam tabletki ale to mi nie pomogło. Jus dziś miał trasę. Może powinnam pójść na jeden jego koncert? Mama na pewno zajmie się Austinem, bo ona tak bardzo go kocha. W tym czasie potrzebuje dużo pomocy, na którą nie mogę liczyć od własnego narzeczonego...
Nareszcie pojechaliśmy do domu. W końcu w domu najlepiej. Podczas jazdy do domu miałam naszego maluszka na nogach. Austin był najsłodszym bobasem jakiego widziałam. Był bardzo podobny do tatusia... Wchodząc do domu komórka Justina zaczęła dzwonić. Na wyświetlaczu napisane było "Scooter". Jus się zdenerwował, więc odebrał. * JUSTIN
Kurwa! I jeszcze raz kurwa! Scooter ciągle mi wydzwaniał, więc w końcu odebrałem. - Co?- powiedziałem - Jutro trasa koncertowa. Musisz jechać. - Nie. Syn mi się wczoraj narodził. - Chcesz żeby twoja dupa dowiedziała się o tych twoich dziweczkach? - Nie... - No to jedziesz? - No... - Super. Grzeczny chłopiec. A i Stella będzie twoją partnerką. Trzeba tak powiedzieć fanką, bo wiesz ona jest sławna i nikt nie wie o twoich zaręczynach. - Nie!!! - Nie masz wyboru. - No okej... :/- kurwa, co ja powiem Madi - Do jutra gwiazdorze. Podszedłem do Madison i zacząłem się przytulać i całować jak nigdy do tond. - Co jest kochanie?- zapytała - Jutro mam trasę... Muszę...- zrobiłem smutną minę - To ja już się dla Ciebie nie liczę?!- powiedziała przez łzy - Słoce... Tylko ty się dla mnie liczysz. Jesteś moją gwiazdą, wszystkim co mam. - I po huj to gadasz jak zaraz odjedziesz? Wypierdalaj!!! - Jak chcesz kurwa!!!- znów zjebałem wszystko * MADISON
Znów Justinek chce spełniać swe zasrane marzenia. Ja już się dla niego nie liczę. Mamy syna a on takie coś odpierdala. Nie wiem co mam robić. Zadzwoniłam do mamy: - Mamo przyjedź proszę! - Dobra ale co się stało? - Rozmowa nie na telefon...
4 MIESIĄCE PÓŹNIEJ JUSTIN Wstałem a Madison nie zastałem w łóżku. Hm... Gdzie ona mogła być? Zszedłem na dół w bokserkach a ona stała tam nad patelnią i robiła naleśniki. Ale z czym.... Z moim ulubionym syropem klonowym. - O kochanie nie wiedziałam że już wstałeś.- powiedziała ze słodkim uśmieszkiem - Z pokoju wywabiły mnie te zapachy... - Mam nadzieję, że Ci będą smakowały. A... I mam syrop klonowy. - Pamiętałaś, że masz w domu Kanadyjczyka.- wpił się lekko w moje wargi - Jak mogłabym zapomnieć. Kochanie dostałeś list. - O czym? - Nie czytałam jeszcze. - Aha, a gdzie on jest? - Leży na stole.- wskazała na stół naprzeciwko kominka - Dzięki!- pocałował mnie w polik Wziąłem list i zacząłem czytać Znów był od Scootera. Kolejna trasa koncertowa. Ja tak ciągle nie mogę a zwłaszcza kiedy moja narzeczona spodziewa się dziecka. Wziąłem go i wrzuciłem w płomienie kominka. - Kochanie czy to było coś ważnego.- zapytała Madi z zaciekawieniem - Nie. Kompletnie nic... - Dobrze siadaj do stołu. Zaraz będą naleśniki. Tak jak kazała usiadłem. Po kilku minutach zaczęliśmy jeść. * MADISON Wstałam wcześnie rano i poszłam na zakupy oraz przyrządziłam naleśniki. W końcu z syropek klonowym, bo mam Kanadyjczyka na głowie. Po kilku minutach smażenie Justin zszedł na dół do mnie i zaczęliśmy rozmawiać. Po śniadaniu poszłam się ubrać. Jus pozmywał po nas. Miałam straszne bóle brzucha. Tabletki mi nie pomogły. Musiałam jechać do szpitala, bo zaczęły mi odchodzić wody. - Justin! To już. - Co już?- zrobił zdziwioną minę - Poród głuptasie. - Jedziemy. Wziął mnie na ręce i wsadził na miejsce pasażera, sam zaś prowadził. Jechał nie powiedziałabym, że szybko. Bynajmniej tego nie odczuwałam. Po 10 minutach znaleźliśmy się w szpitalu. Od razu wzięli mnie na salę. * JUSTIN Musiałem pozmywać w końcu kobieta ciężarna nie może się przemęczać. Gdy skończyłem to przebrałem się. Nagle Madison zeszła ze szkoły wołając mnie. Powiedziała, że to już. Nie do końca wiedziałem o co jej chodzi, lecz za chwilę wytłumaczyła mi że rodzi. Wziąłem ją na ręce i wsadził do auta. Jechaliśmy do szpitala bardzo szybko. Już po 10 minutach byliśmy na miejscu. Od razu wzięli ją na salę. Po dwóch godzinach wyczekiwania lekarz zaprosił mnie do swojego gabinetu. - Gratuluję! Od dziś jest Pan najszczęśliwszym mężczyzną na świecie. - Dziękuję Panu za przeprowadzenie porodu. Jest to chłopiec czy dziewczynka. - Chłopiec. Może Pan już iść do Pani Gomez. - Dziękuję, tak zrobię. Tak! Udało się! Mamy dziecko! Czem prędzej udałem się do Madi z herbatą. Trzymała nasze dziecko na rękach. - Kochanie jaki on piękny.- przytuliłem ją - Po Tobie ma oczy... Piękne czekoladowe... - A po Tobie ma śliczny uśmiech. Zobacz tylko... NO I NARESZCIE ROZDZIAŁ 11! PRZEPRASZAM ALE NIE MIAŁAM SPRAWNEGO LAPTOPA I INTERNET TEŻ MNIE ZAWODZI OBIECUJĘ, ŻE TO SIĘ POPRAWI ;(
Wstałam a Jusa już nie było. Boję się, wczoraj wyszedł ze szpitala i to jeszcze brał te świństwa. To już 12? Eh... 6 połączeń nieodebranych od Vanessy. Ciekawe co chciała. Zadzwoniłam do Van - No co chciałaś- zapytałam zaspanym głosem - Najlepszego kochanie!!!- krzyknęła mi do ucha - To dzisiaj? - No już urządzamy przyjęcie.- i się rozłączyła Hm... W co ja mam się ubrać? Nie pasują mi żadne sukienki, bo mam brzuszek... Pojadę na zakupy i coś kupię. Ubrałam się w bluzkę w paski i wyszłam do najbliższej galerii. Kupiłam sukienkę, która będzie na mnie pasować. Wróciłam do domu i czekał na mnie Justin. * JUSTIN
Pojechałem z rana przygotować wszystko na urodziny Madi. Załatwiłem muzykę, lokal, tancerzy i wszystkie inne rzeczy. Wróciłem o 14;30 i jej nie było. Zapewne poszła na zakupy. Wypatrywałem przez okno, aż ją wypatrzyłem. Zbiegłem na dół ale nie miała siatek z zakupami tylko z sukienką. - Cześć kochanie.- pocałował mnie namiętnie w usta. - Hej. Gdzie byłeś? - Chodź przebierz się w tą sukienkę. - Okej poczekaj. Poszła na górę, następnie po 20 minutach zeszła. Wyglądała cudownie. też byłem wyszykowany. Pojechaliśmy do najbardziej ekskluzywnego klubu. W końcu to jest ten wielki dzień. W aucie nuciłem sobie piosenki. Gdy już dojechaliśmy i weszliśmy do środka to zgasło światło. Tak, to była 1 cześć mojego planu. Zaprowadziłem w ciemnościach Madison do naszego stolika. Bardzo mocno się we mnie wtuliła, jakby się bała. Następnie powiedziałem jej że zaraz wracam. Przebrałem się, aby zaśpiewać piosenkę i ją zatańczyc razem z moimi tancerzami. Wyszedłem i wszedłem na małą scenę. Następnie zapaliły się neonwe lampy. Madison szybko wypatrzyła mnie na scenie. Zacząłem śpiewać i tańczyć z tancerzami. * MADISON
Trochę się bałam jak weszliśmy do ciemnego klubu, więc mocno wtuliłam się w Jusa. Podprowadził mnie do jakiegoś stolika i powiedział, że zaraz wróci. Czekałam i czekałam, aż zapaliło się neonowe światło i na scenie wypatrzyłam Justina. Zaśpiewał i zatańczył piosenkę ,,Lolly". Wyglądało to extra. Później zszedł ze sceny i... - Madison Gomez, czy zostaniesz moją żoną?- zapytał uśmiechnięty - Tak Justin, kocham Cię- uśmiechnęłam się najładniej jak mogłam Podniósł mnie i zaczęliśmy tańczyć. Po wspólnych tańcach wszyscy zaśpiewali mi 100 lat i wznieśliśmy toast. Ja oczywiście miałam szklankę z sokiem. Vanessa podeszła i pogratulowała nam, następnie cała reszta zrobiła to samo.
NO I DŁUGO WYCZEKANY 10 ROZDZIAŁ. NA MOIM BLOGU JEST 139 WYŚWIETLEŃ, A JA NIE WIDZĘ DO TEJ PORY KOMENTARZY ;) DZIĘKUJĘ.
3 MIESIĄCE PÓŹNIEJ JUSTIN Obudziłem się w szpitalu na sali operacyjnej obok Madison. Co się stało nic nie pamiętam... - Jus... Nareszcie minęły 3 miesiące- miała przerażoną minę - Co się stało kochanie? - Ktoś kto mnie porwał poszczelił Cię. Uciekłam mu od razu i pobiegłam do Ciebie. - Ile ja tu już jestem? - 3 miesiące. - Tak długo?! - Nie unoś głosu. Czemu w Twoim ciele wykryto narkotyki?! - No... Kilka razy wziąłem...- na jego twarzy pojawił się smutek - Wiesz jak to Ci zaszkodziło?! - Kochanie nie denerwuj się... Nie mam siły na kłótnie. - No dobrze dzisiaj możesz już wyjśc ze szpitala, spakój się a ja pójdę porozmawiać z lekarzem. - No okej.- posłałem jej całusa Zacząłem pakować moje rzeczy. W sumie to było tylko kilka bluzek i spodni. Następnie ubrałem się i poszedłem do gabinetu doktora. * MADISON
Przez te 3 miesiące byłam razem z Jusem w szpitalu. Tak się bałam że nigdy się nie obudzi ze śpiączki... Gdy się obudził byłam szczęśliwa i zła na niego. Jak mógł brac te świństwa? Przecież to go niszczyło... Kazałam mu się spakowac a ja poszłam do lekarza porozmawiac. -Madison jest coś co musisz wiedziec... -Tak? Słucham. - No więc panu Bieberowi bardzo zaszkodziły te narkotyki. Brał je regularnie. - Co?! Nic o tym nie wiedziałam...- teraz byłam wkurzona - Tak. To prawda, jeśli jeszcze raz się to zdarzy musi iśc na odwyk. - Ale się nie zdarzy. - Miejmy nadzieję a teraz może pani razem z chłopakiem iśc do domu. - Tak to miałam zamiar zrobic.- w tym momęcie wszedł Justin - Dzień dobry, i co jest ze mną? - Musi pan przestac brac narkotyki, bo skończy się to odwykiem.- odpowiedział - Aha to możemy iśc prawda Madison? - Tak skarbie. Tak jak powiedział pojechaliśmy do domu. Justin bez oporu pozwolił mi prowadzić auto. Gdy zajechaliśmy była 20. Justin skierował sie do pokoju a ja poszłam do łazienki wziąc kąpiel. Po 15 minutach wyszłam owinięta w ręcznik do mojego chłopaka, który grzecznie już leżał w łóżku czekając na mnie. * JUSTIN
Nareszcie w domu. Madison się na mnie chyba zawiodła z tą sprawą narkotyków. - Kochanie w czym mam spać?- zapytała z niegrzecznym uśmieszkiem - Bez niczego, zdejmij ręcznik. - Dobrze.- zrzuciła swój ręcznik na podłogę i ukazała swój brzuszek - Widzę że dziecko już daje o sobie znaki.- uśmiechnąłem się - Tak czasami boli, nawet strasznie. - Chodź do mnie nie stój tak, nie chcę leżeć sam. Położyła się obok mnie. Zrobiłem jej masaż brzuszka. Chciałem z nią to zrobić, ale ona jest w ciąży. Mam wielką potrzebę... W sumie nie po to śpimy bez ciuchów. Ale ona tego nie zrobi... - Justin o czym myślisz?- zapytała przez sen - O tobie złotko.- pogłaskałem ją po głowie - A przypadkiem nie o sexie? - No... Może. - Och ty... Zawsze tylko o tym.- cicho się zaśmiała - Za ile dziecko przyjdzie na świat? - Za 5 miesięcy. - Ale ten czas szybko leci.- pocałowałem ją w czoło Zasnęła wtulona w mój tors a ja również z nią. I JAK 9 ROZDZIAŁ? KOMENTUJCIE!!!
Wspaniała była kąpiel razem z nią. Troszkę wody się powylewało. - Justin jest coś o czym Ci muszę powiedzieć. - Tak kochanie? - Bo ja jestem w ciąży. - To wspaniale. Będę dobrym tatusiem. - Na pewno.- od razu się uśmiechnęłam - A który to miesiąc?- uśmiech z twarzy Jusa nie znikał - Jeszcze tego nie wiem ale raczej który to tydzień.- poprawiłam go - No dobrze, dobrze tydzień... Wyszliśmy z wanny i zaczęliśmy się wycierać. Ubrałem się Madison również. Nie miałem już siły ona równierz więc poszliśmy spac. * MADISON
Z początku nie wiedziałam jak Justin zareaguję. Cieszę się z tego, że na mnie nie krzyczał i, że chciał zostac ojcem. Na pewno wszystko nam się ułoży i będziemy szczęśliwą rodziną. Następnie poszliśmy spac.
Następnego dnia ubrałam się a Justin jeszcze spał. Pojechałam na zakupy. Kupiłam kilka ciuchów. Przecież muszę mieć w czym chodzić a zwłaszcza teraz jesienią. Kupiłam jeszcze botki. Maszerowałam po parku aż nagle ktoś mnie obezwładnił... * JUSTIN
Kiedy wstałem Madison już nie było... Ubrałem się i poszedłem na piwo. Gdy wyszedłem usłyszałem krzyk, który był podobny do mojej dziewczyny. Pobiegłem w stronę parku a tam jakiś koleś wziął na ręcę moją Madi. - Zostaw ją skurwielu!!! - No proszę. Bieber we własnej osobie przyszedł ratować swoją dziewczynę. - Powiedziałem zostaw ją skurwielu!!!- ruszyłem wkurwiony na niego z pięściami. - Jeśli Ci na niej zależy to się nie zbliżaj, bo ją uduszę!!! - Nie zrobisz tego!!!- no kurwa wyobraźcie sobie siebie w takiej sytuacji - Jesteś tego pewien?- zacisnął swoje ręce na jej szyi - Zrobię co tylko zechcesz... Tylko ją zostaw!- nie miałem innego wyjścia - Okej... To ja ją zabieram a ty wypierdalaj. - Nie!!! Walcz ze mną, jak facet z facetem chyba że ty nim nie jesteś... - O kurwa!!! Dość tego!!! Jesteś sławny, masz piękną dziewczynę a ja kurwa nic!!! Też mi się coś należy!!! - Proszę oddaj mi moją dziewczynę to nic Ci się nie stanie!!! - Nigdy!!!- strzelił we mnie pistoletem
KONTYNUACJĘ DODAM PÓŹNIEJ LUB JUTRO... A I PRZEPRASZAM ŻE NIC NIE PISAŁAM ALE MAM DUŻO NAUKI...