Powered By Blogger

wtorek, 12 listopada 2013

ROZDZIAŁ 11

4 MIESIĄCE PÓŹNIEJ
                                           
JUSTIN

      Wstałem a Madison nie zastałem w łóżku. Hm... Gdzie ona mogła być? Zszedłem na dół w bokserkach a ona stała tam nad patelnią i robiła naleśniki. Ale z czym.... Z moim ulubionym syropem klonowym.
- O kochanie nie wiedziałam że już wstałeś.- powiedziała ze słodkim uśmieszkiem
- Z pokoju wywabiły mnie te zapachy...
- Mam nadzieję, że Ci będą smakowały. A... I mam syrop klonowy.
- Pamiętałaś, że masz w domu Kanadyjczyka.- wpił się lekko w moje wargi
- Jak mogłabym zapomnieć. Kochanie dostałeś list.
- O czym?
- Nie czytałam jeszcze.
- Aha, a gdzie on jest?
- Leży na stole.- wskazała na stół naprzeciwko kominka
- Dzięki!- pocałował mnie w polik
     Wziąłem list i zacząłem czytać  Znów był od Scootera. Kolejna trasa koncertowa. Ja tak ciągle nie mogę a zwłaszcza kiedy moja narzeczona spodziewa się dziecka. Wziąłem go i wrzuciłem w płomienie kominka.
- Kochanie czy to było coś ważnego.- zapytała Madi z zaciekawieniem
- Nie. Kompletnie nic...
- Dobrze siadaj do stołu. Zaraz będą naleśniki.
      Tak jak kazała usiadłem. Po kilku minutach zaczęliśmy jeść.
                                                           *
MADISON

     Wstałam wcześnie rano i poszłam na zakupy oraz przyrządziłam naleśniki. W końcu z syropek klonowym, bo mam Kanadyjczyka na głowie. Po kilku minutach smażenie Justin zszedł na dół do mnie i zaczęliśmy rozmawiać.
Po śniadaniu poszłam się ubrać. Jus pozmywał po nas. Miałam straszne bóle brzucha. Tabletki mi nie pomogły. Musiałam jechać do szpitala, bo zaczęły mi odchodzić wody.
- Justin! To już.
- Co już?- zrobił zdziwioną minę
- Poród głuptasie.
- Jedziemy.
      Wziął mnie na ręce i wsadził na miejsce pasażera, sam zaś prowadził. Jechał nie powiedziałabym, że szybko. Bynajmniej tego nie odczuwałam. Po 10 minutach znaleźliśmy się w szpitalu. Od razu wzięli mnie na salę.
                                                          *
JUSTIN

     Musiałem pozmywać w końcu kobieta ciężarna nie może się przemęczać. Gdy skończyłem to przebrałem się. Nagle Madison zeszła ze szkoły wołając mnie. Powiedziała, że to już. Nie do końca wiedziałem o co jej chodzi, lecz za chwilę
wytłumaczyła mi że rodzi. Wziąłem ją na ręce i wsadził do auta. Jechaliśmy do szpitala bardzo szybko. Już po 10 minutach byliśmy na miejscu. Od razu wzięli ją na salę. Po dwóch godzinach wyczekiwania lekarz zaprosił mnie do swojego gabinetu. 
- Gratuluję! Od dziś jest Pan najszczęśliwszym mężczyzną na świecie.
- Dziękuję Panu za przeprowadzenie porodu. Jest to chłopiec czy dziewczynka.
- Chłopiec. Może Pan już iść do Pani Gomez.
- Dziękuję, tak zrobię.
    Tak! Udało się! Mamy dziecko! Czem prędzej udałem się do Madi z herbatą. Trzymała nasze dziecko na rękach.
- Kochanie jaki on piękny.- przytuliłem ją
- Po Tobie ma oczy... Piękne czekoladowe...
- A po Tobie ma śliczny uśmiech. Zobacz tylko...

NO I NARESZCIE ROZDZIAŁ 11! PRZEPRASZAM ALE NIE MIAŁAM SPRAWNEGO
LAPTOPA I INTERNET TEŻ MNIE ZAWODZI OBIECUJĘ, ŻE TO SIĘ
POPRAWI ;(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz